Radsails EVO 2007 z depowerem

evo plecak

Latawiec dostarczony jest w „za dużym” plecaku. Jest plus takiego rozwiązania, ponieważ można do niego schować dwa latawce albo jeden marnie zwinięty w warunkach nie pozwalających na bawienie się w dokładne składanie latawca. Sam plecak jest bardzo dobrze uszyty. Po obu stronach ma kieszenie z suwakiem w sam raz na schowanie baru lub termosu z ciepłą herbatką albo i jednego i drugiego, oczywiście w oddzielnych kieszeniach. Dodatkowo na pasie utrzymującym plecak w pionie są dwie kieszonki na drobiazgi takie jak klucze, dokumenty, telefon komórkowy etc. Na klapie plecaka też jest kieszeń i tam też da się upchnąć rękawice, czapkę czy szalik. Z minusów plecaka można wymienić tylko to, że nie ma mocowania do deski snowboardowej, mountainboardowej ani do nart :( Jednak całe wykonanie nie pozostawia wątpliwości, że plecak posłuży długo i to zapewne nie tylko do noszenia w nim latawca :)

evo bar

Bar już na pierwszy rzut oka wygląda solidnie. Po wzięciu go do ręki tylko upewnia nas o odniesionym przed chwilą wrażeniu. Może nie jest ultra lekki ale przecież to latawiec go dźwiga a nie my więc to nie przeszkoda.

Okładzina na barze jest wykonana z takich samych materiałów jak manetki radsailsów pro II z 2006r. Jest miła w dotyku, na mrozie nie ma wrażenia jakby była zimniejsza od otaczającego nas powietrza a i średnica samego baru jest dobra dla "przeciętniaka".
Wszystkie linki baru wyglądają na dobrze splecione a po 2 miesiącach dosyć intensywnego użytkowania nie zauważyłem na nich śladu zużycia.

Zastosowane systemy bezpieczeństwa działają bez zarzutu i w każdym przypadku. Jest możliwość awaryjnego lądowania latawca ale także całkowite odpięcie się od niego. To ważne w sytuacji gdyby coś się poplątało albo nie daj Boże pękło. Siła potrzebna do użycia zrywki na linkach głównych jest żadna i nawet 2 letnie dziecko rozpięło by ją pod ciężarem słonia. Za to całkowite odpięcie się od latawca wymaga już użycia większej siły ale też bez przesady, w końcu trzeba rozpiąć tylko rzep :) (kobiety nie bójcie się). Linki sterowe połączone są taśmą. Jest to hamulec za pomocą, którego możemy wylądować latawiec bez używania zrywek, bądź odwrócić go kiedy opadnie na ziemię wlotami do dołu. Taśmę tą można użyć jako punkt do zaczepienia leasha (smyczy) bo jest do tego specjalny punkt. Leash może się przydać w przypadku jazdy unhooked kiedy to możemy wypuścić latawiec z rąk a leash zabezpieczy go przed ucieczką a przy okazji posadzi latawiec na ziemii.

Klamra do regulacji mocy wykonana jest z porządnego tworzywa i spełnia swoją rolę znakomicie. Nie dość, że mocno trzyma zaciśnięty w niej sznur to nie niszczy go a uwolnienie z niej sznurka nie nastręcza żadnych problemów.

Rada dla użytkowników:
Gumki zabezpieczające nawinięte linki podczas używnia latawca dobrze jest schować do kieszeni bądź plecaka. Po prostu lubią się zgubić
Palec zabezpieczający pętlę chicken loopa na haku trapezu przy pierwszym podejściu może się wydać źle zrobiony. Nic bardziej mylnego. Wszystko jest w porządku tylko trzeba go odpowiednio zapinać. Należy przełożyć długą część przez otwór w taśmie a wszystko staje się proste. Gdyby nie chciał objąć belki od haka to można przyciąć troszkę rurkę znajdującą się w środku.


evo wloty evo w locie evo nad morzem :)

Po wyjęciu latawca z plecaka czeka nas podłączenie baru. Nie powinno to nikomu sprawić problemów, ponieważ czynność tą ułatwiają kartoniki z opisem, którymi spięte są linki. Kiedy uporamy się już z podłączeniem linek nie pozostaje już nic innego jak wystartować latawiec. I tu drobna rada dla ludzi z "nowymi" czyli jeszcze mocno szeleszczącymi latawcami. Nowy materiał jest sztywny dosyć i na wietrze latawiec lubi robić wszystko aby przekręcić się przez linki. Aby tego uniknąć dobrze jest rozwinąć go i troszkę napełnić komory powietrzem o ile nie mamy czym przycisnąć krawędzi spływu. Unikniemy w ten sposób frustracji związanych z szamoczącym sie latawcem i będziemy się cieszyć szybkim i bezproblemowym startem. W "starszych" latawcach materiał jest mniej sztywny co znacznie ułatwia samoistne wypełnianie się komór.
Nic nie stoi na przeszkodzie aby nie czynić powyższych cerygieli ale wtedy start będzie trwać dłużej.

W powietrzu latawiec zaczyna pokazywać swoje pazurki.
Jest szybki, bardzo zwrotny i generuje dużo mocy. Może nie da się zawrócić w miejscu, ale promień skrętu jest minimalny. Nie ma też „efektu śmigła” kiedy przytrzymamy latawiec na zaciągniętym i skręconym barze. W takiej konfiguracji niektóre latawce lubią zacząć obracać się dookoła swojego środka i tracą przy tym powietrze w komorach.

Depower ma przełożenie 1:3 czyli pozbawiony mocy latawiec 10m powienien wytwarzać tyle mocy co identyczny tylko w rozmiarze 3,3m. Dzięki temu zakres latawca bardzo się zwiększa przez co jednym latawcem można obsłużyć zakres, który pokrywały 2 (skrajnie 3) latawce serii pro II.
Kiedy latawiec stoi w zenicie a lata w swoim zakresie wiatrowym to zaciągniecie baru nie powoduje backstallu (opadania w linii wiatru). Szmatka nie ma tendencji do przelatywania za głowę (frontstall), nie powiem, że wogóle nie przelatuje ale robi to tak, że nie grozi to klapą latawca i jego splątaniem. Gdyby jednak drażniło kogoś takie zachowanie latawca można temu zapobiec lekko zaciągając bar.

Przy użytkowaniu nie zauważyłem też tendencji do zaklapiania części szkrzydła. Jedyne na co trzeba uważać to zdecydowane i szybkie manewry na krawędzi okna wiatrowego ale to dotyczy wszystkich latawców komorowych więc to nie wada.
Latawiec płynie w powietrzu i nie czuć na barze szkwałów ani turbulencji a to wpływa pozytywnie na samopoczucie sterującego :).

Co do sił na barze to nie są one aż tak duże ani tak bardzo słabe. Po całodniowej zabawie latawcem nie odczułem zmęczenia ramion, na drugi dzień nie było zakwasów więc nie będzie to siłownia. Siły są wg. mnie takie, że bez trudu można wyczuć gdzie znajduje sie latawiec i jak się zachowuje.

Co do zakresu wiatrowego to powiem tak. Nie jest to latawiec na wiatr poniżej 4m/s. Owszem underpowered da się pośmigać nim po niebie nawet przy 1m/s ale nie wygeneruje tyle mocy aby dało sie pojeździć. Nie wiem jak na śniegu ale tu dolną granicę pewnie da się przesunąć do 3m/s bo opory są mniejsze.

Prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero od 5 i więcej m/s, wtedy skrzydło zaczyna pracować. Wyraźnie czuć moc a i całkowite zaciągnięcie baru w zenicie potrafi spowodować, że 100kilowa masa na chwilę uniesie się w powietrze. Górnego zakresu jeszcze nie udało się osiągnąć z braku takich wiatrów ;(

Latawiec ma potężną moc i "windę" i trzeba sie z tym liczyć wykonując wszystkie manewry. Aby wykonać skok nie trzeba stosować jakichś wymyślnych technik. Wystarczy jadąc skierować latawiec do zenitu zaciągnąć bar a reszta zrobi się sama.
Dzięki temu, że można kręcić ciasne pętle a latawiec jest szybki, kiteloopy będą czystą przyjemnością.

Latawiec mogę z czystą przyjemnością polecić i początkującym i już jeżdżącym. Na pewno nikogo nie zawiedzie a tylko dostarczy niezapomnianych wrażeń. A do czego? Przede wszystkim do snowkitingu ale równie dobrze do każdej innej dyscypliny sportu związanej z latawcami :).

Sprawdź EVO 10,0m2 lub EVO 12,0m2 w sklepie